Wstyd. Tak często tu ostatnio bywam... :D
Ale na usprawiedliwienie mam, że nie spędzam dużo czasu na komputerze.
Jakoś czasu nie ma. A czas musze znaleźć, bo za 3 tygodnie muszę oddać stronkę internetową na ocenę końcową. Jeszcze nawet pomysłu na nią nie mam :D
Nie mówiąc o tym, że musze zrobić na DTP okładkę książki i jej makietę, a no tak...
i makietę jednej strony gazety... eh.
No cóż. Przez miesiąc pracowałam. Super nie? A miała być praca na stałe (oczywiście mimo umowy zlecenia). Tak przynajmniej powiedział mój nowy pośrednik z agencji pracy tymczasowej. No, ale w praktyce potrzebują tam kogoś do pomocy, tylko dział jest taki nieprzewidywalny. Bo to dział Jakości w magazynie Decathlon. Praca naprawdę mi się podoba. Ale mam takie szczęście, że jakoś na stałe nigdzie nie umiem się załapać. Mam tam wrócić w następnym tygodniu jak trochę się pracy dla mnie nazbiera, ale cóż, czy to będzie praca na stałe?
Złożyłam dziś CV i list motywacyjny na różne oferty do Decathlonu na stronie internetowej. Kolega tak dostał prace w ciągu kilku dni a pracuje pod firmą i zarabia więcej nie mówiąc, że ma prace stałą.
Poczekamy, zobaczymy :)
A jutro jadę po mój nowy stolik do kuchni :D Taki szklany:D Bo na 99 % za około miesiąc zmieniamy mieszkanie, na mieszkanie na parterze kamienicy, ale to dobudówka i są tam okna plastikowe :P I nawet panele i w ogóle lepszy standard :)
Pieniądzę to nie wszystko a bez pieniędzy to ch*j...
środa, 11 stycznia 2012, 15:28Mówiłam Wam, że mam fajną pracę?
No miałam. Ale jest kryzys i stoję na postoju. Bo pracowałam w fabryce.
W sumie można powiedzieć, że nadal pracuje. Przecież jestem na postoju.
No, ale... będę na nim do stycznia albo i dłużej. Więc muszę znowu szukać czegoś innego. Ale mam złożone CV żeby przejść pod firmę. A wtedy bym zarabiała około 2000 zł, może mniej, może więcej. Zależy. Więc nie skreślam tej pracy zupełnie. Przeczekam, porobię gdzieś indziej. Może po styczniu się odezwą, jak już rozbudują halę i wrócę tam. Lubiłam tę moją pracę.
Chłopaków z hali, dziewczyny z pomiarów i nawet kierownika zmiany :P
Mateusz napisał pracę magisterską. Hura!
Jeszcze tylko kilka poprawek od promotora i można ją oddać. A potem obrona. Strasznie się jej boi te moje Słońce :)
Jejku, jak ten czas zapier...
Co się zmieniło?
Wszystko.
Dnia 2 kwietnia, mając 100 zł w portfelu i nie mając pracy, wyprowadziłam się z Mateuszem od teściowej. Powód? Kłótnia rozmiarów monstrualnych, jak zwykle tematem przewodnim bądź, jaki wyszedł i do tego wszystkiego doprowadził,
teść alkoholik i 'święta' krucjata teściowej żeby ratować jego życie (i wciskanie nam swojej krucjaty).
A więc wyprowadziliśmy się do mieszkania wujka Mateusza. Bogu dziękować,
że mamy wujka, który ma mieszkanie w Polsce a sam mieszka w Niemczech.
Wujek z ciocią pomogli bez problemu, nie pytając i wypytując, dlaczego.
Grosza przyjąć nie chcieli. Za prąd będziemy się rozliczać jak przyjadą do Polski. Na szczęście przyjeżdżają często (wujek pomaga swojej mamie, która mieszka niżej. Bo to domek jednorodzinny, ale z dwoma oddzielnymi mieszkaniami, na parterze i piętrze. Do tego lubią odpoczywać w Polsce). Więc nie odpuścimy im tego rachunku z kuli 'przedawnienia' :P A wujek byłby w stanie to zrobić :P
Dnia 5 maja poszłam pierwszy raz do nowej pracy, na Strefie Ekonomicznej w Gliwicach. I w końcu mam cholerną minimalną krajową :D. I pomyśleć, że człowiek robił dwa lata i nie miał nigdy więcej niż 1000 zł miesięcznie. Teraz mam 7zł/h, więc wychodzę miesięcznie około 1200zł. Plus renta rodzinna i mamy 1900zł. Hura!
Dnia 6 czerwca, po wielu perypetiach pierwszy raz nocowaliśmy NA SWOIM :D
Wynajmujemy kawalerkę w Gliwicach (centrum świata :D). Mieszkanko bardzo nam się podoba, zmieściliśmy się ze wszystkimi swoimi gratami, psem i kotem :)
Z Borą też były perypetie, bo musiała zostać u teściowej na te 2 miesiące, bo wujek ma uczulenie na psią sierść. Ale jest już z nami :)
I w końcu moje marzenia się spełniły...
Od 16 roku życia marzyłam żeby być w końcu na swoim. I co? Jak to bywa z marzeniami jest jeszcze piękniej. Jestem na swoim, z psem, o którym marzyłam, kotem... i o czym nigdy nie śmiałam marzyć - mężem, który kocha mnie "najbardziej na świecie".
I spełniło się to o czym kiedyś pisałam:
"Kolejny dołek.. jak gra w golfa.. zawsze trafiam w środek..
Odwiedzam :